3.04.2008

Tytułem jest temat

Informuję, że jeżeli ktoś chce się uważać za kompetentnego nauczyciela, pedagoga, wykładowcę, ćwiczeniowca, adiunkta, studenta, doktoranta, magistra trzymającego władzę, tj. kredę, którą ślad zostawia w umysłach maluczkich i -och!- na blekbordzie albo łajtbordzie (markerem w tym wypadku), musi, ale to musi, przyjąć do wiadomości, że nie istnieje, podobnie jak święty Mikołaj, potwór z Lochy Ness, dziewica rozpustna, kurwa w cnocie żyjąca, nie istnieje, powtarzam, i nie ma prawa istnieć skrót od wyrazu TEMAT pod postacią jakąkolwiek, a już w szczególności zapisana w sposób taki-ło:

T: Życie płciowe ssaków.

Prawda, że kretyńsko wygląda? Takie skracanie? No. T oznacza czas albo temperaturę.
Jedyna Słuszna Forma jest taka:

Temat: Życie płciowe ssaków.

Acha. W ogóle zapisywanie tematu na tablicy uważam za nudę niepotrzebną.
Jeśli już trzeba zapisać, to należy się posłużyć uczniem. Inaczej żenada do kwadratu, dyskwalifikacja, czerwona kartka, ałt.

Koniec T-u.
:D

Bańko chyba kiedyś też potępiał, ale z większą gracją.

Brak komentarzy: